Miałem około 30 wiosen na liczniku gdy trafiłem na prelekcję na temat suplementacji diety, na której dowiedziałem się zupełnych dla mnie w tym czasie nowości.
Dowiedziałem się, że obecna, powszechnie dostępna żywność zawiera znacznie mniej substancji odżywczych niż kiedyś, za to jest w niej sporo rzeczy dla nas niekorzystnych. Dowiedziałem się, że zaspokojenie w pełni potrzeb organizmu zwykłą żywnością jest cholernie trudne, jeśli w ogóle możliwe.
Trafiła do mnie logika tego wykładu i był to początek mojej świadomej z suplementacją przygody. Przez 18 lat mam w kuchni specjalną półkę na preparaty wspomagające zdrowie. Wzbogacam pożywienie swoje własne oraz moich dzieci, które korzystają z suplementacji odkąd jedzą cokolwiek innego niż matczyne mleko.
Zacząłem to robić NIE dlatego, że chorowałem albo cokolwiek mi dolegało. Wydało mi się to logiczne i zacząłem to robić profilaktycznie.
Suplementacja czy wzbogacanie?
Nie ma przypadku w tym, że rynek suplementów został szybko zagospodarowany przez koncerny farmaceutyczne i producentów produktów dla pakerów. Z mojego punktu widzenia, rynek został zaśmiecony kolejnymi tonami chemikaliów, co w połączeniu nieograniczonym budżetem reklamowym wielkich koncernów dało taki efekt, że do jednego worka pod tytułem „suplementy” trafiają z jednej strony bezwartościowe, ale ładnie opakowane pseudoleki oraz innowacyjne preparaty dające wiele korzyści.
Dlatego w moich wpisach często będzie się pojawiać określenie „wzbogacanie pożywienia”. To określenie lepiej oddaje to, jak takie wspomaganie powinno działać.
Na początku nie miałem własnych pozytywnych doświadczeń z suplementacją
Krótko po wspomnianej wcześniej prelekcji zająłem się promocją zdrowego stylu życia i pomocnych w tym produktów zawodowo. Dzisiaj robię to już kilkanaście lat.
Co naturalne, od moich klientów dziesiątki razy usłyszałem pytania w rodzaju:
“panie Darku, Pan taki zdrowy, to skąd Pan wie, ze to działa?”
Z odpowiedzią przez większość kariery miałem zagwozdkę, ponieważ nigdy żaden suplement nie spowodował u mnie żadnych spektakularnych efektów, nie pomógł mi w ciężkiej chorobie ani nic mi nie odrosło, co paradoksalnie stało się po części problemem… Bo jak dzielić się doświadczeniami z używania czegoś, czego efektów w zasadzie się nie odczuwa?
Skąd DZISIAJ wiem, że to działa
W 2015 roku miałem przygodę na nartach w Słowacji – złamałem obojczyk. Lekarze W szpitalu w Rużomberoku związali mnie prowizorycznie bandażem i kazali wracać do domu. W skrócie mówiąc, po kilku dniach trafiłem do anestezjologa w Gdyni ze sterta wyników badań, których zapewne w normalnych okolicznościach nigdy bym nie zrobił.
Lekarz anestezjolog miał zdecydować czy Młynarski nadaje się do operacji składania obojczyka. Okazał się być bardzo sympatycznym, pogodnym człowiekiem i stwierdził, że nie lubi takich zdrowych pacjentów, bo nie może się wtedy w żaden sposób wykazać, a kiedy przychodzi schorowany człowiek to on wtedy czuje ze ma wpływ na ludzkie życie.
W rozmowie z nim, podczas analizy moich parametrów dowiedziałem się, że od czasu gdy skończyłem wspomniane wcześniej 30 lat mój organizm właściwie się nie zestarzał, można mi spokojnie odjąć z licznika z 10-12 lat.
Podziękowałem mu serdecznie, ponieważ dostarczył mi bardzo mocnego argumentu na potwierdzenie, że to, co robię ma sens.
To właśnie dzieje się, gdy wzbogacanie pożywienia jest stałym elementem życia. Starzejesz się wolniej i możesz cieszyć się dobrym samopoczuciem, energią, sprawnością znacznie dłużej.
„Paradoks młotka”
„Kłopot” leży w czymś, co nazywam PARADOKSEM MŁOTKA”. Ludzie znacznie częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból z tego powodu pojawiał się tydzień po uderzeniu. Wbijając gwoździe jesteś uważny, ponieważ boli natychmiast.
Z dodatkami wzbogacającymi żywność (i w ogóle z całą profilaktyką) jest podobnie. Nie myślisz o tym na codzień, ponieważ KONSEKWENCJE NIE ROBIENIA TEGO pojawiają się po wielu latach. Jeśli jesteś w miarę zdrowy, zdrowe żywienie i wzbogacanie diety nie spowoduje spektakularnych efektów, być może nie spowoduje wręcz żadnych zauważalnych zmian szybko.
Z tego właśnie powodu jest mnóstwo ludzi, którzy z suplementów nie korzystają, bo „nie wierzą” i „nie czują się przekonani”. Niektórzy „są sceptyczni” i w dodatku widzą w tym pozytyw, bo przecież „są ostrożni” i „nie pozwalają wciskać sobie kitu”.
Twierdzę buńczucznie, że wszystkie wymienione wyżej poglądy nie mają w tej kwestii żadnego zastosowania.
Bo naprawdę nie ma żadnego znaczenia, jaki masz stosunek, dla przykładu, do grawitacji i czy w nią wierzysz czy nie. Kiedy napotkasz dziurę, to w nią po prostu wpadniesz, zawsze pionowo w dół, bez względu na to, co sądzisz o prawach fizyki.
Biologia, tak jak fizyka, działa z bezwzględną skutecznością w przewidywalny sposób.
Spójrz na ciało jak na maszynę
Chciałbym, aby ludzie traktowali swoje ciała tak, jak traktują swoje samochody (przynajmniej niektórzy).
Jeżdżąc samochodem spodziewasz się, że w miarę bezawaryjnie przejedzie on, powiedzmy, 200 tysięcy kilometrów. Możesz to z grubsza przeliczyć na okres, przez jaki będzie on działać.
To jednak POD WARUNKIEM, że będziesz lać do niego odpowiedniej jakości paliwo, będziesz dbać o przeglądy, olej i konserwację.
Gówniane paliwo, stary olej w silniku, połączone z ciężką stopą spowoduje że auto rozsypie się znacznie szybciej, niż fabryka przewidziała.
Ciało jest zaprojektowane na około 140 lat
Jak zapewne wiesz, drogi czytelniku, są na świecie miejsca i grupy ludzi, gdzie przeżycie 100 lat w sprawności nie jest niczym ekscytującym. Co odczytuję jako potwierdzenie że potencjalne 140 latach życia jest prawdziwe.
Niezależnie jednak od tego, czy będzie to 110 lat czy 80, rzecz w tym, by być sprawnym niemal do końca.
To jednak POD WARUNKIEM odpowiedniego paliwa i konserwacji 🙂
Jeśli zamiast porządnego, wysokooktanowego paliwa będziesz zasilać się czymkolwiek popadnie, Twoje ciało również rozsypie się znacznie szybciej, niż przewidziała matka natura, Bóg, wszechświat czy kogokolwiek uważasz za swoją Siłę Wyższą.
„Jestem jeszcze młody, nie myślę o takich rzeczach”
To kiedy, pytam, zamierzasz zacząć o siebie dbać? Kiedy wspomniany wyżej samochód masz l młody, lejesz byle co i zapominasz o przeglądach?
Wybór zawsze należy do właściciela, oby był świadomy. Jedno jest pewne – jeśli zaniedbasz jakość paliwa, przeglądy i konserwację, po 40-ce czeka Cię niesympatyczna niespodzianka.
Czeka Cię w najlepszym przypadku spadek energii, nadwaga, coraz gorszy wygląd i rozmaite dolegliwości.
Jeśli nie będzie to nic spektakularnego, zapewne Twój mózg będzie już z tym pogodzony i dołączysz do licznego grona głosicieli filozoficznych haseł w rodzaju: „jak się obudzę i nic mnie nie będzie bolec, to będzie znaczyło, że umarłem”.
W gorszym wypadku, dopadną Cię choroby cywilizacyjne. Obecnie połowa ludzi umiera przedwcześnie na zawały i nowotwory.
To, w której znajdziesz się połowie, zależy od Ciebie i TYLKO od Ciebie.
Masz gwarancję, że JEŚLI, czego nie życzę, dotkną Cię powszechne po 40-ce problemy z krążeniem, stawami, bólami pleców i oby nic poważniejszego, będziesz żałować, że nie traktowałeś swojego ciała z należytą uwagą wcześniej.
Każdy skutek bowiem ma swoją przyczynę, a każda przyczyna ma swój adekwatny do jej rodzaju skutek.
Tylko, że wtedy będzie już, że tak powiem, pozamiatane…
To nie znaczy, że już się nic nie da zrobić i rzeczywistość stękającego gościa w zaawansowanym wieku średnim jest już przesądzona, jednak pewne jest, że będzie nieco bardziej pod górkę.
Jak ma wyglądać reszta Twojego życia?
Kilka lat temu znalazłem filmik będący promocją kanadyjskiej organizacji prowadzącej promocję profilaktyki chorób serca i krążenia, ale dobrze ilustruje on to, o czym tu mówimy. Nie musisz rozumieć słów, obraz jest wymowny wystarczająco.
Jaki wybór?
Zdrowe życie naprawdę nie wymaga żadnej szczególnej wiedzy ani umiejętności. Trzeba po prostu dokonywać odpowiednich wyborów na codzień. Robić rzeczy KORZYSTNE dla zdrowia i UNIKAĆ NIEKORZYSTNYCH.
Tylko trzeba wiedzieć, co robić.
Paliwo, czyli pożywienie, jest pojedynczą rzeczą o NAJWIĘKSZYM wpływie na stan zdrowia w długiej perspektywie.
Na marginesie całej wiedzy o tym, co jeść, czego nie jeść, uświadom sobie, drogi czytelniku, jedną rzecz: powszechnie dostępne paliwo, jakie na codzień kupujesz w sklepach jest gównianej jakości – basta! W tym wpisie nie będę zagłębiać się w szczegóły o chemikaliach, konserwacji, barwnikach i wyjałowieniu żywności. Na temat DLACZEGO żywność powszechnie dostępna jest słabej jakości możesz znaleźć mnóstwo materiałów, wystarczy kilka zapytań w Google i znajdziesz tony materiałów.
Fakty są takie: NIE MASZ FIZYCZNEJ MOŻLIWOŚCI, aby na codzień zaopatrzyć się w pełnowartościową żywność, jakiej potrzebuje Twoje ciało, by funkcjonować jak należy przez długi czas.
Jeśli chcesz z tym polemizować, Twój wybór. To tak, jak dyskutować z prawami fizyki – możesz sobie dyskutować, ale fizyka i tak działa po swojemu, bez względu na to, co o niej sądzisz.
Wzbogacanie diety jest KONIECZNOŚCIĄ, jeśli chcesz być „przewlekle zdrowy”
Prawidłowe pytanie NIE brzmi: brać suplementy czy nie.
Prawidłowe pytania brzmią:
- Czym wzbogacać dietę?
- Co wybierać?
- Czego unikać?
Zajmę się odpowiedziami na te i inne pytania w kolejnych wpisach 🙂
Tymczasem!

